Złe wiadomości
Jest taki czas w roku, w którym świat powinien mówić ciszej. Czas, gdy noc staje się krótsza, a człowiek chciałby uwierzyć, że także jego własny mrok nie jest wieczny. Od Bożego Narodzenia do początku nowego roku od wieków była to przestrzeń zatrzymania. Nie ucieczki od prawdy, lecz spojrzenia na nią z perspektywy sensu. Z pytaniem o to, po co jesteśmy i dokąd idziemy.
A jednak właśnie w tym czasie dzieje się coś niepokojącego.
Włączamy wiadomości. Każde. Bez względu na porę dnia, język, kraj. I niemal zawsze słyszymy to samo. Wojna. Kryzys. Katastrofa. Zagrożenie. Upadek. Strach. Obrazy powtarzane w nieskończoność. Twarze ludzi zrozpaczonych. Komentarze pełne napięcia. Ton głosu, który nie zna odpoczynku.
Świat mówi do nas bez przerwy. Mówi szybko. Mówi głośno. Mówi niemal wyłącznie o tym, co się rozpada.
Nigdy wcześniej człowiek nie miał takiego dostępu do informacji. W jednej chwili możemy wiedzieć, co wydarzyło się na drugim końcu globu. W czasie rzeczywistym. Bez dystansu. Bez ciszy. Bez ochrony. To, co dawniej docierało do nas powoli, dziś spada na nas jak lawina. A my stoimy pod nią bez tarczy.
W te dni, które powinny być czasem nadziei, jesteśmy karmieni beznadzieją.
I trzeba zapytać wprost. Po co?
Nie pytam naiwnie. Nie postuluję milczenia wobec zła. Zło trzeba nazywać. Trzeba je widzieć. Trzeba mu się sprzeciwiać. Ale jest różnica między prawdą a jej nadużyciem. Między informowaniem a zalewaniem. Między troską a żerowaniem na lęku.
Człowiek nie jest stworzony do życia w stanie ciągłego alarmu. Psychika ma swoje granice. Serce ma swoją pojemność. Umysł potrzebuje porządku, by nie popaść w chaos. Gdy dzień po dniu słyszymy tylko o tym, co złe, coś w nas zaczyna pękać. Najpierw powoli. Potem głębiej.
Z perspektywy psychologicznej to oczywiste. Stała ekspozycja na negatywne bodźce rodzi lęk, bezradność, poczucie braku wpływu. Człowiek zaczyna wierzyć, że świat jest wyłącznie miejscem zagrożenia. Że dobro jest wyjątkiem. Że przyszłość nie ma sensu.
Z perspektywy psychiatrycznej skutki są jeszcze poważniejsze. Narastają stany depresyjne. Zaburzenia snu. Ataki paniki. Wyczerpanie emocjonalne. Ludzie nie mówią już o nadziei. Mówią o przetrwaniu. A to ogromna różnica.
Ale jest jeszcze perspektywa głębsza. Teologiczna i filozoficzna.
Jeśli przez długi czas słyszymy tylko o złu, zaczynamy myśleć, że ono ma ostatnie słowo. A to jest kłamstwo. Bardzo stare. Bardzo niebezpieczne.
Bożonarodzeniowa opowieść nie jest sentymentalna. Ona rodzi się w ciemności. W okupowanym kraju. W lęku. W biedzie. A jednak jej centrum nie jest strach, lecz obietnica. Nie krzyk, lecz cisza. Nie władza, lecz kruchość.
Nowy rok, który przychodzi, nigdy nie był gwarancją szczęścia. Był zaproszeniem do odpowiedzialności. Do czujności. Do wiary w sens mimo wszystko.
Tymczasem dzisiejszy przekaz medialny zdaje się mówić coś innego. Mówi: bój się. Nie ufaj. Świat się kończy. Jesteś bezsilny. Patrz. Klikaj. Wracaj po więcej.
To nie jest neutralne. To formuje duszę.
Jako duchowny, ale też jako człowiek, wyrażam sprzeciw wobec takiego sposobu mówienia o rzeczywistości. Nie sprzeciw wobec prawdy. Sprzeciw wobec jej jednostronności. Wobec przemocy informacyjnej, która nie zostawia miejsca na sens, współczucie i nadzieję.
Prorocy nie byli naiwni. Widzieli zło wyraźniej niż inni. Ale nigdy nie zatrzymywali się na nim. Ich słowo było ostrzeżeniem, nie paraliżem. Było wezwaniem do przemiany, nie do rozpaczy. Jeśli dziś ktoś mówi tylko o katastrofie, a nie wskazuje drogi, nie jest prorokiem. Jest tylko echem strachu.
Złe wiadomości są faktem. Ale nie mogą być jedyną narracją. Bo wtedy odbieramy człowiekowi to, co najważniejsze. Nadzieję rozumną. Nadzieję trudną. Nadzieję, która nie ucieka od cierpienia, ale go nie absolutyzuje.
Ten czas, między Narodzeniem a nowym początkiem, wzywa nas do odzyskania ciszy. Do wyboru tego, czym karmimy umysł i serce. Do pytania, komu oddajemy naszą uwagę. Bo uwaga jest dziś jednym z najcenniejszych dóbr. I jednym z najbardziej nadużywanych.
Jeśli mamy ocalić człowieczeństwo, musimy nauczyć się mówić o świecie inaczej. Pełniej. Uczciwiej. Z odpowiedzialnością za słowo. Z troską o słuchającego.
Nie chodzi o optymizm. Chodzi o prawdę, która nie niszczy. O światło, które nie oślepia. O nadzieję, która nie jest ucieczką, lecz decyzją.
Bo jeśli pozwolimy, by złe wiadomości stały się jedyną liturgią naszych dni, przestaniemy wierzyć, że dobro w ogóle ma sens.
A wtedy przegramy znacznie więcej niż informacyjną wojnę. Przegramy siebie.
/-/ + Robert Matysiak NCC