blog myśli

... odsłon

O tym, czym jest (moje) szczęście

Czy zdarzyło Ci się kiedyś usiąść w ciszy i zapytać siebie bez pośpiechu: co właściwie sprawia, że moje życie jest dobre. Nie poprawne, nie uporządkowane, nie dobrze oceniane przez innych, ale naprawdę dobre od środka. To pytanie nie pojawia się przypadkiem. Wraca w momentach zmęczenia, po stracie, po zachwycie, w chwilach, gdy czujemy, że coś domaga się nazwania.

Ja również do niego wracam. Piszę, bo chcę je usłyszeć wyraźniej. Bo słowo porządkuje to, co w sercu bywa rozproszone. Może i Ty czytasz ten tekst nie z ciekawości, lecz z potrzeby. Może szukasz potwierdzenia, a może odwagi, by spojrzeć na własne życie uczciwie.

Moje szczęście nie ma kształtu fajerwerku. Nie wybucha i nie oślepia. Bardziej przypomina ciepło, które utrzymuje się w dłoniach długo po tym, gdy zniknie ogień. Jest spokojną zgodą na to, że życie nie musi być idealne, aby było prawdziwe. Jest umiejętnością bycia tu, w tym dniu, w tej historii, z tym, co zostało mi dane.

Zauważyłem, że szczęście nie rodzi się w samotnym wysiłku. Rodzi się pomiędzy. W spojrzeniu, które nie ocenia. W rozmowie, która nie musi udowadniać racji. W obecności, która nie ucieka. Czasem wystarczy jeden człowiek, jedno zdanie, jeden gest, aby serce odzyskało oddech. Czy nie masz podobnego doświadczenia.

Są też chwile ciemniejsze. Takie, w których nic nie układa się w jasną całość. W których pytania bolą bardziej niż odpowiedzi. A jednak nawet wtedy, pod warstwą niepokoju, potrafi pojawić się cicha pewność, że życie ma sens, choć nie potrafię go jeszcze nazwać. Jakby coś we mnie było podtrzymywane z większej głębi, niż sięgam rozumem.

Moje szczęście dojrzewa powoli, jak dojrzewa człowiek. W rezygnacjach, które uczą pokory. W wyborach, które uczą odpowiedzialności. W błędach, które uczą łagodności wobec siebie i innych. W zgodzie na to, że nie wszystko da się przyspieszyć ani naprawić od razu.

Coraz wyraźniej widzę, że szczęście nie polega na zbieraniu tego, co daje poczucie kontroli. Polega raczej na zaufaniu. Na oddaniu części ciężaru. Na przyjęciu faktu, że nie jestem centrum świata, ale jego częścią. I że właśnie w tej zgodzie rodzi się wolność.

Moje szczęście nie zamyka mnie w moich sprawach. Otwiera mnie na los drugiego człowieka, na kruchość świata, na odpowiedzialność za to, co powierzono moim dłoniom i mojemu sumieniu. Im więcej w nim troski i uważności, tym więcej w nim pokoju.

Zakończenie

Piszę ten tekst nie po to, by kogokolwiek przekonać. Piszę, bo chcę ocalić to, co w życiu łatwo zagłuszyć pośpiechem i hałasem. Jeśli podczas lektury choć na chwilę zatrzymasz się przy własnym wnętrzu, jeśli usłyszysz swoje pytania wyraźniej niż zwykle, to znaczy, że słowo spełniło swoje zadanie. Szczęście nie jest nagrodą za perfekcję. Jest drogą dojrzewania do prawdy, do miłości i do pokoju, który nie zależy od okoliczności.

/-/ + Robert Matysiak NCC