Nie wiem, czy mam prawo zadać takie pytanie, ale noszę je w sobie od dzieciństwa.
Dorastałem w domu, który dla innych był zwykłym domem, ale dla mnie często był miejscem strachu. Mój ojciec pił. Kiedy wracał, nigdy nie wiedzieliśmy, co się wydarzy. Były krzyki, przemoc, upokorzenia, ucieczki z domu i chwile, kiedy trzeba było wzywać policję. Widziałem strach mojej mamy. Widziałem cierpienie mojego rodzeństwa. Sam też noszę wspomnienia, których nie da się po prostu wymazać.
Najtrudniejsze jest dla mnie pytanie, które wraca po latach: gdzie wtedy był Bóg?
Kiedy jako dziecko płakałem i prosiłem, żeby to się skończyło, czy On mnie słyszał? Dlaczego nie zatrzymał ręki człowieka, który krzywdził własną rodzinę? Dlaczego dziecko musi przeżyć coś, co później zostaje z nim na całe życie?
Słyszę w Kościele słowa o przebaczeniu, ale co zrobić, kiedy ktoś, komu mam przebaczyć, zabrał mi część dzieciństwa? Czy Bóg naprawdę oczekuje, że powiem „nic się nie stało”, skoro stało się tak wiele?
Czy można przebaczyć ojcu, a jednocześnie przyznać, że to, co zrobił, było złe? Czy można kochać Boga, mając w sobie żal, że wtedy wydawało się, jakby milczał?
To pytanie mnie poruszyło.
To pytanie zostało zauważone i czeka na odpowiedź, którą chcę napisać z należytą uwagą — nie z pośpiechu.
Wróć tu wkrótce.